wtorek, 8 lipca 2014

"Pierwsze Dni" Rhiannon Frater

Tytuł: Pierwsze Dni  
Autor: Rhiannon Frater
Cykl: Zmierzch Świata Żywych
Gatunek: Fantastyka, Postapokalipsa, Zombie
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Vesper/InRock



Apokalipsa zombie to bardzo popularny nurt w literaturze. Nie ukrywajmy, w większości książki z tym motywem opierają się na jednym i tym samym schemacie – nie wiadomo skąd się wzięły zombie, większość ludzkości została zjedzona, żywi muszą sami sobie radzić w nowej rzeczywistości – nie inaczej jest z książką Pierwsze Dni jednak autorka pokusiła się o dodanie jednego, nowego i dość istotnego elementu, który sprawił, że książka wyróżnia się na tle innych pozycji o ziombiakach*.


Tak właśnie kończy się świat: nie z hukiem, nie ze skomleniem, tylko z odgłosem rozszarpywanych ciał. Jest piękny, spokojny poranek. Katie, pracująca w dużym mieście, jako prokurator, zostaje napadnięta w drodze do pracy. Napastnik jest martwy i chce ją pożreć… W innej dzielnicy Jenni, młoda gospodyni domowa, zagląda do sypialni i widzi, jak mąż pożera ich maleńkiego synka… Los styka je ze sobą akurat w chwili, gdy Jenni ucieka przed swą rodziną, zmienioną w grupę drapieżnych zombie. Szczęśliwy traf – i szybki refleks Katie – sprawia, że obu kobietom udaje się uciec z miasta, w którym ożywione trupy zaczynają masowo pożerać żywych. Jenni i Katie rozpoczynają swą odyseję przez Teksas. Chcą odnaleźć najstarszego syna Jenni i ukryć się w bezpiecznym miejscu. Ich jedyną nadzieją staje się ustronne, ufortyfikowane miasteczko. Znalazła w nim schronienie niespełna setka rozbitków – razem bronią resztek cywilizacji. Wiedzą, że zombie po nich przyjdą. Jednak zanim to się stanie, będą żyć, kochać… a może nawet się śmiać. (Opis pochodzi od wydawcy)

Rhiannion Frater swoją powieść zaczyna brutalnie, bo od krwawych opisów zjadania się członków rodziny jednej z bohaterek i tym samym, od pierwszych stron, pokazuje czytelnikowi, że nie jest to kolejna ugrzeczniona książka, a kawał solidnej męskiej powieści z krwią, potem, łzami i bezceremonialnym obchodzeniem się z losami oraz uczuciami bohaterów. Od pierwszego do ostatniego rozdziału nie patyczkuje się z odbiorcą i serwuje mu obrzydliwie brutalne sceny. Jeżeli teraz pomyśleliście sobie, że ze względu na ową brutalność nie jest to książka dla Was to mylicie się- zapewniam, że w trakcie czytania Pierwszych Dni sami zechcecie chwycić za widły lub łopatę i rozkwasić kilku (lub kilka hord) zombie.

Bardzo ciekawym elementem książki są same zombie, bo o ile znamy już utarty schemat żywego trupa to autorka wyraźnie go przełamała. Wszystkim dobrze znany zombie to bezmózga, odrażająca, powłócząca nogami kreatura, natomiast w powieści Frater trupy nie dość, że są dość szybkie, uczą się to, niektóre z nich wydają się myśleć. Ciężko jest walczyć z bezmózgim przeciwnikiem, a co dopiero z myślącym! Bardzo ciekawy i świeży sposób na wyjście spoza ram apokalipsy zombie. Ogromny plus.

 Z początku bohaterowie jak i ich dialogi były utrapieniem. Papierowe postacie i rozmowy doprowadzały mnie do szału. Jednak wraz z biegiem powieści bohaterowie nabrali charakteru, a i dialogi stały się żywsze i należycie dopełniały fabuły.


Pierwsza część trylogii Zmierzchu Żywych Trupów należy do udanych. W apokalipsie zombie mało, co można jeszcze wymyśleć jednak autorce udało się to zrobić. Kilka małych niedociągnięć niweluje się patrząc pod kątem całości. Mam wrażenie, że Pierwsze Dni to tylko preludium do prawdziwych, epickich wydarzeń. 

*ziombiaki - autorska nazwa zombie przez moją mamę - WIELKĄ FANKĘ ŻYWYCH TRUPÓW

6 komentarzy:

  1. Szukam zombie w nietuzinkowym wydaniu, chyba ich znalazłam, skoro tak zachwalasz..

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczoraj skończyłam i jestem jak najbardziej zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko mi się podobało. :)

      Usuń
  3. Nie jestem pewna, czy to książka dla mnie. Nie chodzi o okrutne sceny, bo akurat takie mnie nigdy zbytnio nie ruszają. Ogólnie nie przepadam za zombii. Są dla mnie jakieś takie nudne. Mówisz, że autorka przełamała stereotypy, ale ja nadal nie mogę się przekonać.
    Pozdrawiam ;)
    lustrzananadzieja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, naprawdę polecam :)

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ważny, pomaga mi się rozwijać i motywować do dalszego działania więc zostaw proszę ślad po sobie :)